Jak sami tworzymy związki jakich nie chcemy mieć
Jest sobie On. Właśnie wrócił z pracy, jest w takim sobie nastroju. Ma ochotę odpocząć. Jego umysł jest zmęczony po całym dniu pracy. Niespecjalnie chce mu się zmywać - bo jeszcze są czyste naczynia w suszarce. Niespecjalnie chce mu się sprzątać - bo w kiblu jeszcze można wytrzymać. Zrobiłby chętnie coś odmóżdżającego. Coś pooglądał a na pewno marzy mu się chwila świętego spokoju. Mimo, że wie, że są pewne obowiązki, które pasowałoby wykonać, to jednak biorąc pod uwagę jego aktualny stan, schodzą one na dalszy plan.
Jest też sobie Ona. Wróciła z pracy, albo dziś miała wolne. Może zajmowała się dzieckiem, a może uczyła, a może pół dnia sprzątała lub gotowała lub robiła cokolwiek innego. Ona wszak jest kobietką i tak jak większość kobietek odbiera świat bardziej emocjonalnie od Niego. Więc gdy myśli o zaległych rachunkach, o czekającym egzaminie lub kontroli w pracy to odbiera to bardziej emocjonalnie. Dodatkowo Ona jest zaprogramowana społecznie na pełnienie określonej funkcji w domu. Określonej funkcji i w dość jasno określony sposób. W jej przypadku standard czystości załóżny, że jest następujący: czyściutka kuchnia, w zlewie max jedna szklaneczka i piękny, błyszczący i pachnący kibelek.
Tak więc mamy sytuację gdy jedno i drugie z naszych bohaterów jest w średniej kondycji psychicznej. Przyjmijmy teraz, że jedno, nie ważne które, rozpoczyna dyskusję na temat, który uważa, że jest potrzebny do obgadania. Unosi się gniewem, zaczyna krzyczeć, lub też złościć się. W każdym bądź razie wchodzi w silną emocję. A jak wiemy z inteligencji emocjonalnej - silna emocja zawsze wciągnie tą słabszą. Inaczej mówiąc - emocja o większej intensywności zawsze wciągnie i pokona emocję o mniejszej intensywności. Bez względu na sposób ukierunkowania tej emocji. Co to oznacza? Jedna z osób może być mocno sfrustrowana a druga w super dobrym nastroju. To wszystko bez znaczenia. Silniejsza emocja wygra! Wciągnie.
Teraz, wracając do naszej parki. Jedno wchodzi w silną emocję. Drugie podąża. I tutaj następuje kluczowy moment!! Przyjrzyjmy się dokładnie sytuacji. Jedno chce coś uzyskać. Tym czymś jest jakaś zmiana. Ot np aby drugie bardziej przykładało się do obowiązków domowych. Cokolwiek, to bardzo nieważne. Intencja może być jak najbardziej szczytna, jednak sposób jej egzekucji często fatalny! Jedno wchodzi w silną emocję, a drugie jest wciągane i reaguje. Rozpoczyna się wymiana zdań, być może kłótnia. Co tutaj już się wydarzyło? Skup się, bo to co teraz napiszę jest jedną z najważniejszych zasad budowania mądrych i szczęśliwych relacji!
To które miało emocję o mniejszej intensywności reaguje! A więc co? Daje jasny komunikat o następującej treści: "Zobacz, to że weszłaś/wszedłeś w silną negatywną emocję powoduje, że dostajesz moje zainteresowanie i rozmawiam z tobą". Zauważ, że być może dopóki Twój partner/ka łagodniej podchodziła do tematu i delikatniej, może nie dostawał/a Twojej uwagi. Dopiero gdy wchodził/a po drabinie intensywności emocjonalnej, na pewnym szczebelku udało się tą uwagę uzyskać. Rozpoczęła się dyskusja. I jakoś się skończy. Tak lub inaczej. Co to jednak oznacza dla Was, zakładając, że proces ten kilka lub kilkanaście razy powtórzył się w przeszłości? Niekoniecznie z Tą wybraną osobą. Może z inną. Może było kilka takich sytuacji w rodzinie, plus te wśród znajomych no i może kilka z pracy. No więc oznacza, że taka osoba mogła zostać nauczona (uwarunkowana) takiego sposbu rozwiązywania spraw i prowadzenia dyskusji. Niestety takiej strategii uczy się nawzajem lwia większość naszego społeczeństwa.
W chwili gdy reagujesz na negatywną emocję i negatywne zachowanie, uczysz innych, że w ten sposób dostają Twoją uwagę. Gdy będą jej następnym razem znów potrzebować, sięgną po nią w ten sam sposób...
Tam gdzie jest silna emocja, tam jest mało logiki. Jakie wobec tego jest rozwiązanie naszego rebusa? Jak myślisz? Jedną z opcji jest nie reagować w takim momencie. Tylko teraz znów trzeba uważać. Brak reakcji prawdopodobnie w pierwszej fazie spowoduje jeszcze większe nakręcenie emocji u drugiej osoby. Co z kolei spowoduje, że trzeba będzie przetrwać większe bombardowanie. Czasem ludziom wydaje się, że jeśli nie zareagują to wydarzy się coś strasznego.. Bzdura! Nic się nie wydarzy. Jako ludzie mamy naturalne i uwarunkowane mechanizmy przejmowania stanów emocjonalnych od osób z którymi się komunikujemy. Może więc nie być przyjemne wytrzymanie tajfuna emocji, który ktoś nam serwuje. Jest to nic innego jak inteligencja emocjonalna. A dokłaniej umiejętność trzymania i pozostawania w takich stanach emocjonalnych w jakich chcemy pozostawać. Bez względu na to jaka burza szalałaby na zewnątrz.
Druga opcja zakłada pewną reakcję, ale nie taką jakiej spodziewa się osoba wchodząca w emocję. Otóż można spokojnie i zachowując swój stan emocjonalny wyjaśnić z uśmiechem, że z przyjemnością zechcesz o tym porozmawiać, ale w bardziej sprzyjających okolicznościach. Nie radzę używać sofrmułowania "pogadamy o tym gdy się uspokoisz". Takie zdanie może zadziałać jak dodatkowa płachta na byka. Wszystko oczywiście zależy od kontekstu. Jeśli widzisz, że sprawa jest dość poważna, to można użyć jakiegoś argumentu użytkowego. Np, że nagle musimy coś zrobić, a najlepiej na chwilę wyjść, np do sklepu. Powrót już nawet po 5 minutach spowoduję zmianę nastroju u drugiej osoby. A Ty sam będziesz mieć więcej luzu i zdrowy dystans do tego co się może wydarzyć. Możesz też powiedzieć, że z chęcią porozmawiasz na ten temat, ale gdy druga osoba zgodzi się porozmawiać na Twoich warunkach. Powiedz, żeby wyluzowała i odpuściła. Uspokój głosem. Wejdź w silną emocję spokoju i wprowadź w nią Twojego rozmówcę.
Trzecia opcja. Na chwilę wchodzisz w stan o podobnej intensywności co druga osoba, tylko po to aby błyskawicznie dopasować się do niej. Po chwili zaczynasz prowadzić i uspokajać emocję. Sprowadzasz w ten sposób w niezauważony sposób, stopniowo i powoli swojego rozmówcę do pożadanego stanu emocjonalnego.
Teraz jest dobry moment abyś poświęcił chwilkę i zstanowił się nad sposobem w jaki Ty dotychczas reagowałeś w podobnych sytuacjach. Albo nad sposobem w jaki rozpoczynałeś "trudne" rozmowy. Pomyśl o różnych kontekstach. Zastanów się chwilkę nad tymi rodzinnymi, zaowodowymi i nad tymi związanymi z Twoimi znajomymi. Zastanów się nad swoją relacją z tą najbliższą Ci osobą. Czy rozpoznajesz może podobne mechanizmy? Nawet jeśli tak, to wcale nie jest powód do zmartwień. Powinieneś się cieszyć, bo właśnie stałeś się mądrzejszy/a i masz okazję coś zmienić. Coś co naprawdę podniesie Twoje standrady, jakość Twojego życia i frajdę płynącą z relacji z ludźmi.
Rozwiązania jakie zaproponowałem dotyczą umiejętności rozpoznawania i utrzymywania stanów emocjonalnych. Na codzień jesteśmy wręcz bombardowani emocjami przez ludzi, z którymi się spotykamy. Emocjami, których wywoływanie jest celem reklam telewizyjnych i blboardów itp. Są to zagadnienia inteligencji emocjonalnej. Ile czasu w życiu zainwestowałeś. ucząc się o stanach emocjonalnych? A może warto zamiast dwóch odcinków ulubionego serialu-tasiemca poczytać lub poćwiczyć stany emocjonlane? Ktoś może powiedzieć: "to za trudne" lub "ale tak się nie da". A może powie "to nie zadziała"? A ja wówczas spytam: a próbowałeś/aś? Czy tylko halucynujesz, że nie zadziała? Czyżbyś miał zdanie na temat czegoś czego nie sprawdziłeś? I pewnie się nawet upierasz, że tak jest? Może czas wreszcie zdobyć się na odrobinę szczerości, wobec samego siebie? Wszak jesteś jedyną osobą przed, którą się rozliczasz. Ty sam!! I nikt inny. Więc rób jak chcesz, to jest Twoje życie. Rób tak by z uśmiechem spoglądać w lusterko i patrząc sobie głęboko w oczy być z siebie dymnym.
W relacjach jakie ja staram się budować o żadnych kłótniach czy negatywnych emocjach nie ma mowy. Ktoś powie, że to nudne? Ooo nie Najdroższy/a - odpowiem! Brak negatywnych emocji, nie oznacza całkowitego braku emocji.. Jest jeszcze cały bogaty wachlarz tych pozytywnych. Kiedyś również o tym napiszę. Napiszę też o inteligencji emocjonalnej i sposobach jej ćwiczenia. Ale to jest temat na kolejny artykuł, który pojawi się niebawem. Zbliża się godz 3 w nocy. Jestem zmęczony po całodziennym uczestnictwie w szkoleniu , którego tematem było rozbawianie ludzi i praca ze stanami emocjonalnymi. Do napisania tego artykułu zmobilizowała mnie 10 minutowa rozmowa z przyjaciółką, która chciała być szczęśliwsza i chciała mieć jeszcze lepszy związek. I będzie go miała. I dziękowała mi nawet. Ale niech podziękuje sobie. Bo sama chciała go mieć. Sama zadzwoniła i spytała. Sama też uznała, że wersja świata, który jej zaprezentowałem jest na tyle atrakcyjna, że ona ją sobie weźmie i wdroży u siebie. To Ona sama, to nie ja!


